Archive for listopad, 2007

Refleksje oazowe

piątek, listopad 23rd, 2007

Gdy jest słuszna sprawa i jest amunicja to należy podjąć walkę o nasze ideały – to obowiązek…

Gdy środków nie ma wystarczająco wiele, brakuje amunicji, ale jest duch walki to można (wielu jest takich co powie, że trzeba!) ją podjąć nawet jeśli graniczy ona z szaleństwem…

Gdy opatrunki sie kończą, amunicja na wyczerpaniu to należy wywiesić białą flagę. Nie czekać aż bunkier zostanie rozniesiony w pył. Trzeba przeżyć i dać sobie szansę, aby w inny sposob podjąć walkę po przegrupowaniu…

Refleksje na temat “Piątkowy wieczór”

piątek, listopad 16th, 2007

“(…) Co zrobić teraz gdy się spadło z chmur
Na wielkie ziemi pustkowia
Co robić teraz gdy się skończył cud
Wymódlmy zatem go od nowa

Niech zacznie się
I trwa wiecznie znów
Niech zacznie się
Czy słyszysz mnie
Pośród gór i mórz
Odezwij się
Odezwij się”

Co mam zrobić gdy spadłem z chmur? Tak właśnie się czuję. I myślę, że nie tylko ja. Widzę, że dużo osób będzie patrzyło na to co się teraz u mnie dzieje jak na żal i pretensje do życia. Nie – tak nie jest. To nostalgia bardziej…tęsknota.

Uważam (nieskromnie mówiąc) , że dotychczas dosyć dobrze udawało mi się przeżywać rozstania z ludźmi. Przede wszystkim nie próbowałem za wszelką cenę zachować ich przy sobie. Było w tym wszystkim sporo wolności. Były to jednak do tej pory pojedyncze osoby. Mimo, że oczywiście jeszcze nie ma żadnych decyzji – ciśnie się do głowy to pytanie: “czy teoretycznie potrafiłbym zachować się tak samo wobec <<kilku lat>> mojego życia?”. To dobre pytanie.

To kilka lat wspólnej wędrówki, absolutnie cudownego spotkania, które miało największe konsekwencje w moim życiu. Że nie będzie to trwać wiecznie – wiedziałem od początku. Gdy teraz ogląda się tą ulotność tych doświadczeń trzeba przede wszystkim nie dać swoim myślom podążać gdziekolwiek indziej jak tylko do zachwytu tajemnicą Spotkania. I to znaczące, że po czasie wraca się jakby do początku.

I do tego też muszę się przyznać – że jest to docenienie drogi małżeństwa.

I to jest jakiś kierunek na teraz dla mnie, tak myślę – szukać jakie dobro z tego wszystkiego wyciągnąć mogę dla siebie. No i walczyć, ale w taki dobry sposób – nie za wszelką cenę. Trudne to jest – z jednej strony pokazać najbliższym tą Wolność w Miłości, a z drugiej zrobić to tak, aby nie czuli się tak, że mnie to “nie obchodzi”.

Ponownie podróż w czasie

czwartek, listopad 8th, 2007

4_000.pngTomek ostatnio prowadził zajęcia w LO “z krzywymi Lissajous w tle”. Bardzo fajny pomysł swoją drogą, żeby w actionscripcie pobawić się w taki sposób matematyką. Chcąc mu podrzucić coś ciekawego zajrzałem do katalogu F:\Cpp\Borland\Epsylon. Ech… data utworzenia plików 1997-1998r. Pisane jeszcze na autorskiej bibliotece Vaquum’a (wtedy “Smoke” bodajże) “graffa.h” ;) . Fajnie się takie rzeczy ogląda:

////Programing by Epsylon/Tenebris
////Title: Cykloida wydluzona z podwojna zmiana parametru
#include <dos.h>
#include <conio.h>
#include <math.h>
#include <mem.h>
#include <graffa.h>
#include <asm.h>
#define a 10
int x,y;
float t,j;
void main(void){
grafON();

while(!kbhit()){

t+=0.01;
j+=0.0005;
x=a*(t-(j)*sin(t));
y=a*(1-(j)*cos(t))+50;
if(x>0 && x<319 && y>0 && y<199) ppix(x,y,1);

}

getch();
grafOFF();
}

Tenerbris? bump_000.pngJej, nawet już nie pamiętałem, że kiedyś właśnie taką nazwę mieliśmy! To był bardzo fajny czas w życiu. Gdy ktoś coś napisał to biegł w kapciach dwa piętra niżej do sąsiada z dyskietką 1.44mb i pokazywał kod i efekt. Wyprzedzaliśmy się i motywowaliśmy wzajemnie. To właśnie dzięki tamtej atmosferze chciało mi się “kodować”. Także tamte parę miesięcy określiło wszystkie moje plusy i minusy obecnego pisania programów.

blur_000.png

Był to czas bez dostępu do internetu. Wtedy taka grupa 3-4 znajomych sąsiadów była niezbędna. Samemu bym się poddał po czasie, albo nie miałbym motywacji po prostu do pisania programów których nie miałbym komu pokazywać. Był to też czas pierwszej styczności z produkcjami demosceny. Atmosfera tamtych lat jest nie do oddania w słowach. Wtedy pisałem najwięcej. Ilość kodu który wyprodukowałem w tamtym czasie zadziwia mnie do tej pory. Właśnie ten powyższy ilustruje co się działo – wystarczyło, że znalazłem ciekawy wzór w książce (Bernstein’a zazwyczaj) i już otwierałem “wzorek[n].c” i pisałem. Nauczyłem się w ciągu krótkiego czasu ogromnie dużo, a potem….. plasblob_000.pnga potem nie potrafiłem przeskoczyć pewnego etapu ponieważ nie mieliśmy kogoś kto by nam pokazał dobry kierunek, rzucił dobre wyzwania, pokazał dobre metody. Taki zryw entuzjazmu mimo, że bardzo twórczy i piękny musiał się skończyć. U nas nie skończył się dlatego, że nam się już nie chciało. Gdybym wtedy trafił na mądrego i kompetentnego prowadzącego to nie siedziałbym kurczowo pisząc w dosie i to strukturalnie do 2002 roku i wiele rzeczy by się pozmieniało. Nie rozpaczam – i tak uważam, że życie naprawdę mnie wyróżniło dając mi takich ludzi i takie możliwości. Raczej coś innego próbuje z tego teraz wyciągnąć dla siebie.

ndn_000.pngWłaśnie – jak cholernie ważne jest, aby w odpowiednim momencie postawić osobie młodszej (szeroko rozumiejąc ten termin) dobre wymagania i jak dużo od tego zależy.

Wielkie podziękowania dla Tomka i dwóch Dawidów.

Więcej o tamtych czasach: tutaj.

Wspomnienia ze starych kartonów

niedziela, listopad 4th, 2007

procesory.jpgTo nie wszystkie procesory PC z których korzystałem w domu. Ale są to te PIERWSZE TRZY. Jak ja je wymęczyłem! Ile razy powiesiłem na nich komputer i to tak, że na twardo trzeba było restartować. Fajnie się teraz patrzy na te płytki wiedząc, że to właśnie te – mimo, że technicznie patrząc nie ma to żadnego znaczenia. Od nich się wszystko zaczęło tak na poważniej. Kawałek materii który stał się pretekstem do postawienia sobie za punkt honoru umiejętność okiełznania siły która w niej drzemie.

Konfiguracje sprzętowe kolejnych komputerów:

Atari 800XL
1,77MHz, 64kb ram, basic

Intel 486 DX2
(1200000 tranzystorów)
33MHz/66MHz, 8mb ram, ms-dos, cd-rom 2x

AMD-K5 PR133 (4300000 tranzystorów)
100 MHz (120MHz), 16mb ram, windows 95, cd-rom x8

AMD-K6 (8800000 tranzystorów)
233 MHz , 64mb ram, windows 98, cd-rom x8

No i warto sobie przypomnieć czasy jeszcze starsze – mój pierwszy “program”:

10 print "artur to miszcz"
20 goto 10 

…Trochę melancholii nikomu nie zaszkodziło ;) .

Uroczystość Wszystkich Świętych – LG

czwartek, listopad 1st, 2007

Kazanie św. Bernarda, opata

(Sermo 2: Opera omnia, Edit. Cisterc. 5 [1968] 364-368)


Śpieszmy ku braciom, którzy na nas czekają

Na cóż potrzebne świętym wygłaszane przez nas pochwały, na cóż oddawana im cześć, na cóż wreszcie cała ta uroczystość? Po cóż im chwała ziemska, skoro zgodnie z wierną obietnicą Syna sam Ojciec niebieski obdarza ich chwałą? Na cóż im nasze śpiewy? Nie potrzebują święci naszych pochwał i niczego nie dodaje im nasz kult. Tak naprawdę, gdy obchodzimy ich wspomnienie, my sami odnosimy korzyść, nie oni. Co do mnie, przyznaję, że ilekroć myślę o świętych, czuję, jak się we mnie rozpala płomień wielkich pragnień.

Pierwszym pragnieniem, które wywołuje albo pomnaża w nas wspomnienie świętych, jest chęć przebywania w ich upragnionym gronie, zasłużenie na to, aby się stać współobywatelami i współmieszkańcami błogosławionych duchów, nadzieja połączenia się z zastępem patriarchów, ze zgromadzeniem proroków, z orszakiem Apostołów, z niezmierzoną rzeszą męczenników, wspólnotą wyznawców, z chórem dziewic, wreszcie zjednoczenie się i radość we wspólnocie wszystkich świętych. “Kościół pierworodnych” chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.

Obudźmy się wreszcie, bracia, powstańmy z Chrystusem. Szukajmy tego, co w górze; do tego, co w górze, podążajmy. Chciejmy ujrzeć tych, którzy za nami tęsknią, śpieszmy ku tym, którzy nas oczekują, duchowym pragnieniem ogarnijmy tych, którzy nas wyglądają. A nie tylko trzeba nam pragnąć wspólnoty ze świętymi, lecz także udziału w ich szczęściu. Gdy więc pragniemy ich obecności, z największą gorliwością zabiegajmy również o wspólną z nimi chwałę. Taka gorliwość nie jest zgubna ani też zabieganie o taką chwałę nie jest niebezpieczne.

Drugim pragnieniem, które budzi w nas wspomnienie świętych, jest, aby Chrystus, nasze życie, ukazał się tak jak im również i nam, abyśmy i my ukazali się z Nim w chwale. Teraz bowiem nasza Głowa, Chrystus, objawia się nam, nie jakim jest, ale jakim stał się dla nas; ukoronowany nie chwałą, ale cierniami naszych grzechów. Byłoby rzeczą niegodną, aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby. Nadejdzie chwila pojawienia się Chrystusa i jego śmierć nie będzie już głoszona. Wówczas poznamy, że i my umarliśmy, a nasze życie ukryte jest w Chrystusie. Ukaże się Głowa w chwale, a wraz z nią zajaśnieją uwielbione członki. Wtedy to Chrystus odnowi nasze ciało poniżone upodabniając je do chwały Głowy, którą jest On sam.

Do tej chwały podążajmy bezpiecznie i z całą usilnością. Aby zaś dane nam było pragnąć i dążyć do tak wielkiego szczęścia, powinniśmy się starać o pomoc świętych. Za ich łaskawym wstawiennictwem otrzymamy to, co przerasta nasze możliwości.


Cóż więcej mówić? Tradycja Kościoła jest przecudowna. To czego chyba muszę się teraz szczególnie uczyć to tego, aby nie kontrastować tego piękna (które jest powyżej) z codziennym postrzeganiem Kościoła. Aby w myślach, słowach i czynach przede wszystkim szukać jedności tych dwóch doświadczeń. Kościół postrzegany przez pryzmat tak cudownych tekstów nie jest Kościołem “gdzieś indziej” lecz tym samym co mój parafialny.

No to mam zadanie!

Uroczystość Wszystkich Świętych

czwartek, listopad 1st, 2007

“Dopóki Pan nie przyjdzie w majestacie swoim, a wraz z Nim wszyscy aniołowie, dopóki po zniszczeniu śmierci wszystko nie zostanie Mu poddane, jedni spośród Jego uczniów pielgrzymują na ziemi, inni, dokonawszy żywota, poddają się oczyszczeniu, jeszcze inni zażywają chwały, widząc «wyraźnie samego Boga troistego i jedynego, jako jest». Wszyscy jednak, w różnym stopniu i w rozmaity sposób, złączeni jesteśmy wzajemnie w tej samej miłości Boga i bliźniego i ten sam hymn chwały śpiewamy Bogu naszemu. Wszyscy bowiem, którzy należą do Chrystusa, mając Jego Ducha, zrastają się w jeden Kościół i zespalają się wzajemnie ze sobą w Chrystusie (nr 49).”

Lumen Gentium, rozdział VII