Pamiętnik uczestnika Ruchu Światło-Życie
poniedziałek, sierpień 7th, 20064 września 2006,
Początek formacji rocznej
Nowy rok formacyjny 2006/2007. Konieczna przerwa „międzyrekolekcyjna” trwająca 10 miesięcy…około 35 piątków. Łącznie ze spotkaniem ogólnym (bo kto chodziłby na Msze Świętą) i czasem dojścia na Niepodległości to około 90 godzin życia. 3¾ dnia non-stop. Spory kawałek życiorysu. O co w nim tak naprawdę chodzi? Jest w ogóle jakiś sens w zadawaniu takiego pytania? Może lepiej a priori przyjąć, że jest jakiś pewien głęboki sens tego wszystkiego. Pochodzić „bo karzą”, nie narażać się zbytnio animatorom…ba – co jakiś czas nawet na ochotnika zgłosić się do czegoś (wtedy na dłużej dają spokój niż gdyby sami nas wyznaczyli!). Chodzi w końcu o to, żeby się dobrze pobawić i za rok znów pojechać na te cudowne rekolekcje – tam jest PRAWDZIWA Oaza i ludzie którzy się na niej znają…ci tutaj są potrzebni tylko po to, żeby podpisali tę idiotyczną kartę.
Co zatem zrobić? Chodzić…po pierwszym miesiącu człowiek przyzwyczaja się do tego, że w piątek jest Oaza i już mu tak nie będzie przeszkadzała. Jeżeli będą coś mówić co nam nie pasuje – puszczać obok (wszak jesteśmy ludźmi wolnymi). Gorzej jak mieliby w jakiejś sprawie racje…co wtedy? Hmm…przecież i tak robimy już tak dużo – poświęcamy tyle swojego wolnego czasu, mamy chęci przychodzenia tutaj dla Pana Boga…możemy mieć spokojnie sumienie. Oaza to fajna przygoda…niezły sposób na przechodzenie przez życie prawdziwe z Bogiem. Jest przecież tyle przeróżnych emocji, uniesień, doświadczeń…to tak ubogaca człowieka! Warto dla tego wszystkiego posłuchać czasami tej nudnej Ewangelii na spotkaniu grupowym i animatora, który bez przekonania próbuje wyciągnąć z Niej jakieś treści. Tak naprawdę robimy to tylko po to „żeby było według konspektu”. Nie jest tak absolutnie dlatego ze ktokolwiek z nas ma prawdziwa potrzebę wyczytywania tego akurat z Ewangelii. Po co naciągać te wszystkie przykłady do kilkudziesięciu stron bardzo starego tekstu odczytywanego z pożółkłych i zatartych zwojów, jeżeli dużo szybciej każdy z nas by doszedł do tego samego przy użyciu tylko i wyłącznie własnego rozumu? Strasznie nieżyciowi są Ci ludzie w Diakonii. Ale na szczęście nie całe spotkania są na Ewangelii…to w końcu mija i można podyskutować o czym się chce (animatorzy boją się nazwy „konspektowy animator” i pozwalają nam bardzo często zbaczać z tematu) – wtedy jest najlepiej, to są najbardziej wartościowe momenty – świetnie spędzamy czas i dobrze się bawimy. Tylko Oaza pozwala na ten rodzaj zabawy – tutaj są zazwyczaj bardzo inteligentni ludzie otwarci na dyskusje. To jest fajne (przygotowujemy się w ten sposób za darmo do matury ustnej!).
Jeszcze moja grupa…jakiego animatora mogą nam przydzielić? Kurcze…oby to nie był taki, który nie zorientował się, że czasy lat 80 minęły! Przecież to jakaś porażka żeby w trzecim tysiącleciu ciągle mówić o jakimś zniewoleniu…
Ta świetna zabawa, ta gra, już się zaczęła. W sumie można się do niej przyzwyczaić. Ciekawe co będzie na tej planszy „2006/2007″…czy w tali kart „zdarzenia” będzie w tym roku „dar języków” i „dar zaśnięcia w Panu”! No i czy ktoś je wylosuje…Trzeba znaleźć jakiś sposób, aby tak potasować karty, by się tak zdarzyło. To w końcu największe atrakcje rozgrywki…