Refleksje na temat “Piątkowy wieczór”
“(…) Co zrobić teraz gdy się spadło z chmur
Na wielkie ziemi pustkowia
Co robić teraz gdy się skończył cud
Wymódlmy zatem go od nowaNiech zacznie się
I trwa wiecznie znów
Niech zacznie się
Czy słyszysz mnie
Pośród gór i mórz
Odezwij się
Odezwij się”
Co mam zrobić gdy spadłem z chmur? Tak właśnie się czuję. I myślę, że nie tylko ja. Widzę, że dużo osób będzie patrzyło na to co się teraz u mnie dzieje jak na żal i pretensje do życia. Nie – tak nie jest. To nostalgia bardziej…tęsknota.
Uważam (nieskromnie mówiąc) , że dotychczas dosyć dobrze udawało mi się przeżywać rozstania z ludźmi. Przede wszystkim nie próbowałem za wszelką cenę zachować ich przy sobie. Było w tym wszystkim sporo wolności. Były to jednak do tej pory pojedyncze osoby. Mimo, że oczywiście jeszcze nie ma żadnych decyzji – ciśnie się do głowy to pytanie: “czy teoretycznie potrafiłbym zachować się tak samo wobec <<kilku lat>> mojego życia?”. To dobre pytanie.
To kilka lat wspólnej wędrówki, absolutnie cudownego spotkania, które miało największe konsekwencje w moim życiu. Że nie będzie to trwać wiecznie – wiedziałem od początku. Gdy teraz ogląda się tą ulotność tych doświadczeń trzeba przede wszystkim nie dać swoim myślom podążać gdziekolwiek indziej jak tylko do zachwytu tajemnicą Spotkania. I to znaczące, że po czasie wraca się jakby do początku.
I do tego też muszę się przyznać – że jest to docenienie drogi małżeństwa.
I to jest jakiś kierunek na teraz dla mnie, tak myślę – szukać jakie dobro z tego wszystkiego wyciągnąć mogę dla siebie. No i walczyć, ale w taki dobry sposób – nie za wszelką cenę. Trudne to jest – z jednej strony pokazać najbliższym tą Wolność w Miłości, a z drugiej zrobić to tak, aby nie czuli się tak, że mnie to “nie obchodzi”.