Towarzyszenie
Człowiek którego spotkałem mówił mi o brzozie kiedy staliśmy przed brzoza, a o gwiazdach wtedy kiedyśmy na nie patrzeli…o Pięknie wtedy gdy wschodziło słońce. On nie prowadził mnie za soba, tylko towarzyszył mi w mojej wędrówce.
Ja natomiast do ludzi zawsze krzyczę z ,,perspektywy ambony”…a powinienem znaleźć mądrość, aby stać nie przodem do nich, lecz być za ich plecami i opierając głowę na ich ramieniu z wspólnej perspektywy patrzeć na to na co oni patrzą…zadawać pytania i słuchać odpowiedzi.
Czy nie tak?
sierpień 21st, 2007 at 2:12 po południu
dorównywanie i przerastanie swoich mistrzów… tak już jest…
Człowiek, którego spotkałeś jest bardzo mądry, a ty jesteś najlepszym towarzyszem jakiego można sobie wyobrazić. Pewno trudno ci tą rzeczywistość tak postrzegać. Moje zdanie też może nie być jakoś bardzo “istotne”. Sam wiesz jednak kogo możesz o to zapytać. Chociażby Ci ludzie, którym TOWARZYSZYŁEŚ przez całą ich formację, aż do Diakonii?
wrzesień 12th, 2007 at 7:50 po południu
Trochę refleksji pod brzozą nie zaszkodzi