Changelog

Zmian było sporo. Część z nich właśnie się odbywa. Blog nie powinien mieć aspiracji do próby obejmowania tego wszystkiego. Nie mniej kilka spraw chyba warto by opisać. Więc do dzieła – chronologicznie.

Abstract:

Po edycji 2007 dużo się działo -przede wszystkim w głowach. Rozliczenie tegorocznego Festiwalu to chyba jakiś symbol. Ile razy Tomek musiał jeździć z tego powodu do Gliwic to chyba już nikt nie zliczy. Spotkania w Ruinach, co tutaj dużo mówić, coraz mniej satysfakcji dają mi osobiście. Czuję się jak w pracy w czymś co zawsze było moją pasją. Dlaczego? Może to zwykłe wypalenie… ale nie sądzę. Raczej powodu upatrywałbym się w tym, że forma oddaje obecnie 95% inicjatywy ludziom “z zewnątrz”. A koń jaki jest każdy widzi. Ludzie którzy są sercem Spotkania sami w większości nie są przekonani do tego wydarzenia – to o czym my mówimy!
Abstract rozpoczął się w 2001r., praktycznie równolegle z rozpoczęciem przeze mnie prób świadomego życia (15-16lat). Jest ważną częścią tego co nazywam “sobą”. Potrzeba jasnej decyzji – zamykamy sprawę na edycji 2007 i z podniesionym czołem mówię dziękuje, albo….no właśnie co? Coś zmienić.
I dokonał się męski wybór :) . Stawiamy sprawę jasno. Abstract MUSI się stać znowu dla nas wyzwaniem i czymś co będzie dawało taką samą satysfakcje jak na początku albo rezygnujemy. Droga do tego? Rezygnujemy z wykładów, rezygnujemy z planu, rezygnujemy z setek maili, telefonów i informacji, że taki i taki nie powie wykładu bo coś tam. Abstract staje się przedstawieniem. JEDNYM dwugodzinnym (półtoragodzinnym) wykładem. Przygotowywanym przez cały zespół przez pół roku. Światła, zsynchronizowana muzyka, scenariusz, reżyser, warsztaty aktorskie – to jest nasz cel. Ma być zasada mocnego uderzenia – przychodzisz do Ruin nie na 3 dni, ale na 2h, ale pamiętasz co się tam działo przez pół roku.
W ten sposób nie oddajemy serca imprezy w ręce innych, mamy nowe wyzwanie, łączymy nasze doświadczenia na różnym polu (ktoś jeszcze pamięta Pieśni nad Pieśniami-”Ukarz mi Panie swą twarz”? :) ).
Jak to mam w zwyczaju – gdy coś mi się podoba to mówię o tym z nieukrywanym entuzjazmem. Czy są słabe strony takiego pomysłu? Oczywiście. Ale to już nie jest kwestia Bloga tylko naszego zespołu ;) . Niech na razie oficjalnie świat zna tylko hasło “Pierwsze w Europie widowisko teatralno-naukowe stworzone przez filozofa, fizyka kwantowego, malarza, muzyka, kulturoznawce i filologa” ;) .

Ruch Światło-Życie, parafia:

Mała telenowela tak naprawdę :/. Sam jestem trochę zły, że się w coś takiego dałem wciągnąć. Dużo mnie to kosztowało, ale trudno już… Niech ludzie sobie myślą co myślą. Przede wszystkim zostałem i to na dodatek z własną grupą (z dwiema lub trzeba osobami). Odszedł Bartłomiej i Monika – to zdecydowanie najbardziej odczuwalne przeze mnie wydarzenie z tego wszystkiego. Nie mam do nich o to pretensji – to też jest sukces. Moją relację do oazy takiej “codziennej” niespodziewanie zaczyna mocno kształtować Ewelina L. I to na dodatek wcale nie przez jakieś rozmowy – przez postawę. Wychodzi mi to zdecydowanie na dobre.
Co raz częściej odczuwam to, że mam 23lata. Zastanawiam się kiedy nagle jak od cięcia miecza stracę umiejętność kontaktu z uczestnikami. A może już straciłem, ale nie potrafę tego zobaczyć? Muszę sobie jasno odpowiedzieć na pytanie – jaka jest moja funkcja w Wspólnocie. Nie ukrywam, że przyczyniła się do tego Hierarchia Kościelna, która dała mi pewne wyraźne sugestie. I tutaj znowu mały sukces – nie myślałem o Oazie, a o Kościele w ogóle.
Podporządkowałem wiele “służbie” w swoim myśleniu. Odkrywam coraz częściej, że przez to, że nie przyjmuje pewnych norm ludzie zaczynają na mnie patrzeć z przymrożeniem oka – także na to co robię i mówię. W ten sposób moje życie przestaje być czytelne i generalnie wszystko przestaje mieć sens. Idealista siedemnastoletni był kimś atrakcyjnym do słuchania, gdy ma 23 ludzie zaczynają w głowach pytać czy z nim wszystko w porządku jest. Tak to trochę odczuwam w kontaktach z ludźmi. W ten sposób moja własna formacja doprowadziła do zaprzeczeniu założeniom.
Pytanie czy ta presja na tak szerokim froncie (oj, a jest szeeeeeeeroki!), aby odejść jest dobra. Ech…znowu “przeciwstawiam się światu” zamiast przyjąć, że on może mieć rację. Ciekawe ile w tym jest pychy – “beze mnie to już nie będzie to samo, nie dadzą rady itp”. Ale nawet gdy się człowiek oderwie od takiego myślenia (wiecie, że to nie jest łatwe) – czy tak naprawdę powinno być, że Oaza to max 22lata-19lat=3lata posługi animatorów? Ech… ile w ten sposób będzie się traciło! Oaza ma być w takim razie w pewnym sensie skazana na wieczną”niemowlęcość”? Na bycie grupą naiwnych pośród świata? Nie dziwne w takim razie, że na pewnym etapie ludzie odchodzą z niej uważając ją za…. delikatnie mówiąc piaskownice.

Buntuje się! Nie potrafię tego zaakceptować, żeby to co kocham i czego założenia (w miarę) znam było tak widziane w świecie. Zresztą wszystko co najlepsze w mojej parafialnej wspólnocie rodziło się właśnie z tego ciągnięcia w górę wynikającego z “wyglądania” poza ramy konspektów oazowych (i w ten sposób ich najlepszego realizowania jak się okazywało! Ile razy doświadczenia rekolekcji weekendowych mi samemu pomagały lepiej odczytać Kroki?)

Muszę kończyć na dzisiaj. Dopiszę resztę niebawem.

Leave a Reply