Wnioski po ONŻ Ist
Nie mam na celu stworzenia katalogu błędów jakie popełniliśmy. Chcę po postu zanotować myśl, które przychodziły mi do głowy w czasie trwania rekolekcji i bezpośrednio po. Nie zawsze rodziły się one w odpowiedzi na to co zauważałem, często wynikały z obserwacji moich osobistych tendencji. Celem więc tego tekstu jest pomoc samemu sobie za rok w byciu lepszym świadkiem. Myślę, że wnioski te są uniwersalne i mogą przydać się także innym.
Jedno świadectwo trwające 15 minut = 10 szkół trwających po 60 minut.
Akcentem pierwszego stopnia powinno być zdecydowanie świadectwo (czas “szkół” to stopień drugi). Nie wnioskuje, aby “szkoły” zostały usunięte z programu lub zredukowane, ale o to, aby były przygotowane z wyjątkową świadomością słów Adhortacji Apostolskiej Evangelii Nuntiandi:
(…) Trzeba przypomnieć, że w Kościele za pierwszy środek ewangelizowania należy uważać świadectwo życia prawdziwie chrześcijańskiego, które trwa w nierozłącznej wspólnocie z Bogiem, a zarazem w nieograniczonej gorącości ducha poświęcania się dla innych. Jak to ostatnio powiedzieliśmy do grupy świeckich, “człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”.
Wyprawa Ewangelizacyjna w “ogłoszeniach duszpasterskich”
Informacje o tym, że nasi uczestnicy pójdą ewangelizować powinna zostać ogłoszona w ramach “ogłoszeń duszpasterskich” w czasie wszystkich mszy niedzielnych wraz z dokładną datą i godziną w lokalnym kościele parafialnym. Uczestnicy wtedy są o wiele spokojniejsi i łatwiej jest im się przełamać, a i dla ludzi miejscowych jest to na pewno większy komfort. W tym roku sprawdziło się to znakomicie.
Należy zwrócić uwagę, aby dzień piąty i dzień szósty miały możliwie “standardowy” plan.
Po pierwszym szczycie jakim jest dzień czwarty uczestnicy mocno się “rozluźniają”. Przez dwa dni po tym ważnym wydarzeniu należy szczególnie się starać, aby poprzez systematyczność przejść przez ten czas owocnie. W tym roku w dzień piąty przypadła niedziela (więc długie wyjście do kościoła i mocno zmodyfikowany plan), a na dzień szósty został zaplanowany wyjazd do Krościenka (plan także bardzo mocno zmieniony). W efekcie uczestników udało się “zebrać” dopiero dnia 8-9 zapowiedzią szczytu dnia dziesiątego… Treści z dni “środkowych” rekolekcji uciekły całkowicie (a tak naprawdę to tutaj zaczyna się pierwszy stopień, bo pierwsze cztery dni to powinna (!) być powtórka tego co mieli w parafiach).
“Zapraszam was do rekolekcji prowadzonych według założeń….” —–> “Zapraszam do pochylenia się nad prawdami, które zmieniły moje życie”.
Wiąże się z punktem pierwszym. Wydaje mi się, że czasami nasze (tj. Diakoni) nastawienie, które przekazaliśmy uczestnikom (więc w konsekwencji i my zaczęliśmy tak myśleć) zbyt często wpadało w: “chcemy zrealizować rekolekcje pierwszego stopnia według Ruchu Światło-Życie”. W naszej pracy musimy ciągle oczyszczać się z “pracowania dla instytucji”, a w zamian uświadamiać sobie konkretnego człowieka przed którym stajemy.
Niezależnie czy sprawę tą widać na zewnątrz czy nie zawsze powinienem czuwać i pytać siebie czy nie “odpłynąłem” w błądzenie pomiędzy słowami i pojęciami! Na tym powinien polegać mój codzienny rachunek sumienia w czasie rekolekcji.
Wspólnota rodzi się w wewnętrznym nastawieniu do drugiego, a nie w wypowiadanych słowach.
Miejscem iskrzącym w tym względzie jest kwestia zwracania uwag i dbania o dyscyplinę rekolekcyjną (bez której nie zostaną zachowane podstawowe warunki do pracy duchowej). Każdemu z nas grozi niebezpieczeństwo “gestapo” w takich warunkach. Trzeba wzajemnie nad sobą w sposób mądry czuwać i na bieżąco weryfikować postępowanie. Jest to szczególnie istotne w pierwszych dniach Oazy, bo wtedy rozgrywa się to czy model rekolekcji to będą “policjanci i złodzieje” czy nie. Mimo wszystko wierzę, że nawet na pierwszym stopniu poprzez konsekwentne podejście całej diakonii do uczestników jak do dojrzałych ludzi z ambicjami do realnej pracy nad sobą można prawie do zera zredukować ten przykry model.
Ponieważ na 90% ktoś z 14 osobowej diakonii o tym zapomni trzeba tą kwestie poruszyć wprost na ostatniej odprawie przed przyjazdem uczestników!
Ilość i bezpośredniość zapewnień o tym, że “robisz dobrą robotę” powinna być proporcjonalna do problemów i stresu na rekolekcjach.
Nie wiem czy to problem wynikający z egoizmu czy normalny mechanizm, a może brak wiary w siebie – w okolicy dnia piątego zaczynam mieć poważne wątpliwości czy to co robie jest dobre. Coraz więcej mojej energii zaczynam wtedy poświęcać na rozmyślania “czy te spojrzenie moderatora to dlatego, że….”. Jest to stan bardzo męczący. Mimo wszystko uważam, że samodzielna próba przeciwstawiania się temu nie ma większego sensu i o wiele łatwiej byłoby po prostu bardzo wprost i może nawet “naiwnie” czasami sobie powiedzieć (odpowiednik “dobrze, że jesteś” tylko w wersji dla Diakoni) “robisz dobrą robotę” (oczywiście w formie rozmowy, a nie uściśnięcia dłoni w okręgu). Spodziewam się, że w tym doświadczeniu nie jestem odosobniony.
sierpień 18th, 2007 at 3:37 po południu
przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to by w podsumowaniach – również takich jak to – nie zapominać o rzeczach dobrych.
wrzesień 3rd, 2007 at 8:41 po południu
“Spodziewam się, że w tym doświadczeniu nie jestem odosobniony.”
Nie jesteś odosobniony. Pozdrawiam kl. GR