Sprawy oczywiste
Ostatnio kilka razy natrafiłem na problem ,,rzeczy oczywistych”. Szczególnie w rozmowach apropo Ruchu Światło-Życie. Chciałbym napisać parę słów na ten temat.
Na Oazie chodzi między innymi o to, żebyśmy jako animatorzy prowokowali ludzi do stawiania sobie pytań z ,,wysokiej półki”. Pytania te na początku ludzi fascynują…ale powiedzmy sobie szczerze, że odpowiedzi do których wtedy dochodzimy zdecydowanie domagają się w przyszłości pogłębienia… Do tego pogłębienia jednak już doprowadzić się nie da. Stawiam pytania na które ludzie ,,oburzają się”, że muszą odpowiadać na takie banały (?). Wpadamy w taką pułapkę – umiemy odpowiedzieć na każde pytanie nam postawione….i zadowala nas już tylko to…. ważne, że umiemy – nie ważne jak. To jest to co każdy chyba na Oazie zauważył tj. syndrom ,,uniwersalnych odpowiedzi”.
Odpowiedzi których sobie udzielamy są absolutnie dalekie od naszego codziennego życia. Podam przykład, aby zilustrować o co mi chodzi. Pytam: co to znaczy być dojrzałym chrześcijaninem. 99% Oazowiczów odpowie – zachowywać przykazanie miłości. To jest dobra odpowiedź, ale co ona wnosi? Niewiele…….dlaczego zatem nikt nie próbuje z takiego pytania wyciągnąć czegoś nowego….wiara ma być żywa tj. za każdym razem starajmy się jakiś nowy aspekt tego wyciągnąć! Przecież można by odpowiedzieć: ,,być dojrzałym chrześcijaninem to m.in nie prowokować innych do robienia czegoś wbrew sobie dla mojej osoby”. Taka odpowiedź jest ostra….daje do myślenia, prowokuje mnie do rachunku sumienia….po prostu ożywia moją wiarę. Przecież można wyciągać takie odpowiedzi nawet na tak ,,oklepane” pytanie. Przecież o to chodzi w charyzmacie Oazy między innymi – przekładać wiedzę na język konkretu…
Pytanie czy rozwiązaniem tej sytuacji jest wymyślanie przez animatora coraz ciekawszych i bardziej zawiłych pytań które nadal byłyby wyzwaniem dla uczestników? Według mnie zdecydowanie nie….powiem nawet więcej – moim zdaniem taka postawa jest krzywdzeniem tych ludzi. Ja uparcie stawiam te podstawowe (nudne) pytania….i nie pozwalam odpowiadać ogólnikami, torpeduje milionem pytań, aby osoba odpowiadająca ,,przekonała” (mnie i siebie), że wie co mówi. Tylko czasami łatwo stracić wiarę w słuszność takiej metody….bo ludzie nie rozumieją dlaczego im się te pytania zadaje….dlaczego oni ,,nie idą dalej” tylko ciągle np. mówią o tym co to znaczy być Kościołem. Pokusa jest duża… otworzyć 10 trudnych książek, wynaleźć z nich 5 zakręconych pytań i stanąć na spotkaniu i rozkoszować się tym, że uczestnikom się podoba.
październik 16th, 2007 at 12:30 po południu
Bardzo zaciekawil mnie Wasz blog.
październik 16th, 2007 at 12:45 po południu
“Wasz”? Nie piszę go wspólnie z nikim
.